Zdjęcie okładkowe dla Co właściwie robi adwokat?

Co właściwie robi adwokat?

Sąd Najwyższy nie zasądził stronie wygrywającej proces kosztów na pokrycie wydatków na prawnika, bo jego pismo zawierało jedynie trzy zdania - czytamy w artykule na rp.pl. Oto Sąd Najwyższy, a konkretniej neosędzia SN Dariusz Pawłyszcze, napisał w uzasadnieniu orzeczenia (sygnatura: I CSK 4417/23):

Sąd Najwyższy oddalił wniosek pozwanego o przyznanie od skarżącej kosztów zastępstwa w postępowaniu kasacyjnym. W orzecznictwie Sądu Najwyższego przyjmuje się, że w sytuacji gdy skarga kasacyjna albo odpowiedź na skargę kasacyjną nie zawiera zarzutów czy argumentów istotnych z perspektywy oceny prawnej dokonywanej przez Sąd Najwyższy, to koszty związane z odpowiedzią na skargę nie mogą być uznane za koszty celowej obrony. Odpowiedź na skargę kasacyjną zawiera trzy zdania, nie podano w niej jakichkolwiek argumentów na rzecz odrzucenia lub oddalenia skargi kasacyjnej w całości. Z tych względów brak jest podstaw do uwzględnienia wniosku o zasądzenie na rzecz pozwanej kosztów zastępstwa adwokackiego w postępowaniu kasacyjnym.

Neosędzia Pawłyszcze swoją niewątpliwie błyskotliwą karierę w wymiarze sprawiedliwości rozpoczął jako asesor sądu rejonowego. Nigdy w życiu - informacja za KRS - nie pełnił funkcji adwokata, radcy prawnego, notariusza czy prokuratora.

To źle.

Pomijając już okoliczność, że sędzia ma dość elastyczny kręgosłup , a do tego istnieją pewne wątpliwości co do jego niezależności , Pawłyszcze - jak niestety bardzo wielu sędziów w Polsce - nie ma żadnego doświadczenia zawodowego poza byciem sędzią. W przypadku większości nowych sędziów ścieżka jest w sumie dość podobna: kończą studia prawnicze, wskakują na aplikację sędziowską, egzamin, potem jakaś asesura, wreszcie upragniony łańcuch.

To system kompletnie postawiony na głowie. Nie chcę mówić że “wszędzie”, bo tego nie weryfikowałem; w wielu jednak państwach o ugruntowanej tradycji prawa stanowisko sędziego jest traktowane jako korona zawodów prawniczych, pozycja do której dochodzi się zdobywając doświadczenie życiowe latami, pracując jako prawnik w innym charakterze.

Sędzia, który ongiś był adwokatem, prowadził w swojej karierze wiele różnorodnych spraw. W zasadzie każdy prawnik zaczyna od spraw drobnych. W zależności od swojej specjalizacji mogą to być drobne kradzieże, nieobyczajne wybryki, demoralizacja młodocianych, sprawy spadkowe, egzekucja - lub wstrzymywanie - długów, drobne sprawy konsumenckie, i tak dalej, i tym podobne. Zaryzykuję stwierdzenie, że niemal każdy adwokat w swojej karierze miał okazję poznać przekrój ludzkich spraw, ale i samych ludzi. Miał okazję bronić biednej wdowy, ale i bezczelnego nastolatka. Walczył o odzyskanie długu między dwoma znajomymi, ale i przymuszał wielki sklep do respektowania prawa rękojmi. Wie, jakie ludzie i instytucje stosują metody i sztuczki. Wie też, niestety, jacy bywają sędziowie.

A sędziowie bywają oderwani od rzeczywistości, bo nigdy tej rzeczywistości nie poznali. Tak, to do nich trafiają te wszystkie ludzkie sprawy - ale inna jest perspektywa kogoś, kto z ludźmi rozmawia na co dzień, jak równy z równym, komu ludzie płaczą w rękaw, kto musi co jakiś czas pojawiać się w areszcie śledczym czy przytułku dla bezdomnych - a inna, gdy siedzi się na fotelu sędziowskim i rozstrzyga takie sprawy taśmowo, czasem kilka dziennie, i robi wyłącznie to przez całe zawodowe życie.

Ad rem.

Sędziemu Pawłyszcze ubzdurało się, że rolą adwokata jest pisanie długaśnych pism procesowych, a jeśli tego nie robi, to znaczy że się raczej nie napracował. Nie przeszło mu nawet przez myśl, że napisanie tych trzech zdań w odpowiedzi na skargę wymagało być może kilkudziesięciu lub kilkuset godzin spędzonych na analizie akt sprawy, rozmowach z klientem, sprawdzaniu literatury i orzecznictwa.

To bardzo, niestety, częsta dolegliwość w Polsce. Żeby nie szukać daleko, wystarczy wziąć dowolny wyrok dowolnego sądu. Istnieje około 95% szans, że wyrok w nawet prostej sprawie będzie się ciągnął na kilkanaście stron, a w jego ramach zostaną przywołane monografie, inne wyroki, być może analiza porównawcza systemów prawnych z innych państw, obszerne fragmenty aktów prawnych. Ta najistotniejsza część, czyli wskazanie czemu faktycznie taki wyrok zapadł, często zmieściłaby się na niecałej kartce A4.

Udziela się to niestety również innym zawodom prawniczym. Większość adwokatów pisze długaśne pisma, wnioski, pozwy. Robią dokładnie to samo, co sędziowie - wklejając całe strony z literatury prawniczej czy fragmenty orzecznictwa w podobnych (lub nie) sprawach. Żeby było zabawniej, jest to coś, co poniekąd wymusza rynek; spotkałem się z opowieściami adwokatów, którzy narzekali, że nawet jeśli oni sami nie chcą, to jednak muszą tak pisać - bo dla ich klientów długość i poziom skomplikowania pisma odzwierciedla to, jak dobrym adwokatem jego autor jest.

I tak to się napędza. Sędziowie odmawiają płacenia, gdy pismo jest zbyt krótkie. Klienci domagają się, by pisma były długie i skomplikowane - no bo za to płacą. Sędziowie to czytają, a potem sami uznają, że głupio tak, żeby ich uzasadnienie wyroku było krótkie, skoro obie strony się tak postarały i dostarczyły po kilkadziesiąt stron papierów.

A najlepsze w całej tej sprawie jest to, że Pawłyszcze ostatecznie zadecydował po myśli tego leniwego adwokata - czyli odmówił przyjęcia skargi kasacyjnej. Najwyraźniej trzy zdania wystarczyły…